wtorek, 12 lipca 2016

Rozdział 9

Wspomnień czar:Może ta historia będzie miała dobre zakończenie...


16 luty 2014
Zegarek dzwoni już chyba piąty raz, a ja nadal nie mam energii żeby wstać. Wczorajsza, a w zasadzie dzisiejsza noc była dla mnie istną katastrofą. Najpierw kłótnia, potem płacz, później strach o tego idiotę bo jednak nie było wiadomo gdzie się podziewa, a na koniec kolejna fala wściekłości. Jak można było się doprowadzić do takiego stanu. Brak mi słów do Wellingera. Usnęłam dopiero około 5 nad ranem, a teraz jest 9, więc nie mogłam się wyspać.
Obracam się na drugi bok ale telefon nadal nie daje mi spokoju, po kilku sekundach orientuję się,że ktoś próbuje się do mnie dodzwonić. Spoglądam na telefon i widzę nazwisko trenera. W mgnieniu oka wstaje i odbieram połączenie.
-Dzień dobry, trenerze, jaką dziś piękną pogodne mamy za oknem.
-Cześć, słyszę że do dopiero wstałaś bo za oknem jest śnieżyca-mówi i zaczyna się śmiać.
-Chciałam wyjść na profesjonalną i dobrze zorganizowaną czasowo, znów nie wyszło- żale się i śmieję.
-W zasadzie to masz ferie, wolno Ci odpocząć, dzwonię tylko po to żeby Ci powiedzieć,że  śniadanie jest o dziesiątej. Masz być, bo inaczej sam po Ciebie pójdę- oznajmia bardzo poważnie.
-Oczywiście trenerze.

ANDREAS

Cholera jak mnie głowa boli, a ten idiota Wank tłucze się czymś jakby nie wiedział,że wczoraj byłem na imprezie. W zasadzie to mógłbym pomyśleć jak się znalazłem w hotelu ale nie mogę się skupić.
-Nie możesz zachowywać się ciszej, nie mieszkasz tutaj sam- warczę na Andreasa.
-Mogłeś wczoraj tyle nie chlać, to może by główka nie bolała - robi moment przerwy- szczerze powiedziawszy zastanawiam się jak to możliwe, że Cię głowa boli, przecież ty tam nic nie masz. Same pustki. Może gdybyś myślał to Lisa nie musiałaby wczoraj płakać przez Ciebie pół nocy. Bo przyjechała tu specjalnie dla Ciebie, żeby Cię dopingować, a ty ją olałeś i jeszcze się na nią wydarłeś- nie wytrzymam z tym człowiekiem, żeby nie powiedzieć mu niczego, czego będę żałować wychodzę do łazienki i biorę długi, zimny prysznic.Ta kąpiel trochę odświeża  mi pamięć, ale chyba lepiej się czułem  nie wiedząc co wczoraj wyprawiałem.Wychodzę z łazienki i spoglądam na łóżko Wanka, na szczęście jest jeszcze w pokoju.
-Chyba wczoraj przesadziłem- stwierdzam bez wahania.
-No brawo za spostrzegawczość.Mogłeś myśleć o tym wczoraj ale ty wolałeś iść się opić jak ostatnia świnia. Co się z Tobą dzieję?-pyta, a ja nie wiem co mam mu powiedzieć.
-Nie wiem- mówię cicho - kiedy coś mi nie wychodzi nie umiem zachować się normalnie, zachowuje się jak nie ja.
-Pogadaj z Lisą. Powiedz jej co czujesz, kiedy przegrywasz, kiedy coś ci nie idzie. Przecież ona Cię zrozumie. To mądra dziewczyna,której cholernie zależy na takim debilu jak ty -chyba w końcu, ktoś otworzył mi oczy.
-Dzięki, lecę z nią pogadać.
-Leć tylko kwiaty kup, pokój 523, kwiaciarnia jest za rogiem hotelu, nie musisz dziękować- co ja bym zrobił bez takiego przyjaciela.
-Dzięki stary, dobrze mieć takiego przyjaciela- mówię i wychodzę z pokoju.

Po dziesięciu minutach jestem z powrotem w hotelu i zmierzam pod drzwi 523. Nie wiem co mam jej powiedzieć, przecież zwykłe przepraszam nic tu nie zdziała. Pytanie jest jedno czy ona w ogóle będzie chciała ze mną rozmawiać.

LISA 
Wycieram włosy w ręcznik, kiedy słyszę pukanie. Zakładam szlafrok i zmierzam do drzwi, kiedy je otwieram zastygam w bezruchu. Kiedy go widzę krew zaczyna buzować mi w żyłach,ciśnienie skacze jak oszalałe,a w mojej głowie toczy się walka zabić go czy poczekać na to co ma do powiedzenia. Decyduje się czekać, ale szlak mnie trafia.
-Czego chcesz?-warczę na blondyna.
-Chciałem porozmawiać i Cię przeprosić. To dla Ciebie - mówi i podaje mi bukiet herbacianych róż, biorę je od niego i otwieram szerzej drzwi aby mógł wejść do środka.
-Chciałeś porozmawiać to mów- oznajmiam szorstko.
-Przepraszam nie powinienem się tak zachować, naprawdę doceniam to że przyjechałaś tutaj dla mnie- szybko mu przerywam.
- Z tego co wiem to przyjechałam tu tylko po to aby obejrzeć Twoją porażkę, bynajmniej tak mi wczoraj dosłownie to uświadomiłeś.
-Nie chciałem tego powiedzieć i wcale tak nie myślę. Nie radze sobie z porażkami i to dlatego- mówi podchodząc do mnie i głaszcze mój policzek. Nie mogę mu się dać omotać, nie tym razem panie Wellinger.
-Jeśli to wszystko to wyjdź-mówię dobitnie i wracam do suszenia włosów, po chwili słyszę jak drzwi się zamykają. 
Zmartwiona siadam na łóżku, nie wiem co mam zrobić po tym wszystkim, widzę że Andreas żałuje, ale nie mam pewności,że znów się to nie powtórzy. Rozmyślam tak jeszcze kilka minut i do głowy przychodzi mi świetny pomysł.
Dzwonię szybko do trenera,że jednak nie będzie mnie na śniadaniu, po długiej kłótni zgadza się na taki układ, lecz tylko pod warunkiem,że osobiście dostarczy mi śniadanie do pokoju. 
Już po pięciu minutach słyszę stukanie do drzwi.
-Dziękuję bardzo  trenerze, odwdzięczę się.
-Nie musisz, jedziesz z nami na trening, czy zostajesz w hotelu?-pyta
-Przyjdę na nogach hala jest niedaleko hotelu. Muszę się wystroić żeby Wellinger pokutował za swoje haniebne czyny - widzę błysk w oczach trenera.
-Cholera czy ja nie miałem jakiegoś romansu z Twoją mamą bo wydaje mi się,że w Tobie płynie moja krew- po tych słowach wybucham niepohamowanym śmiechem, a trener chętnie mi towarzyszy. 

Mój genialny plan wcielam w życie zaraz po zjedzeniu śniadania. Ubieram rozkloszowaną, skórzaną spódniczkę, w bordowym kolorze. Na nogi zakładam grube czarne rajstopy, a na górę wkładam biały sweterek. Na włosach zakręcam delikatne loki, oko podkreślam wyrazistą czarną kreską, a rzęsy podkreślam czarnym tuszem. Wkładam wysokie czarne kozaczki i spoglądam w lustro. Usta maluję czerwoną szminką i uśmiecham się sama do siebie. Władam mój płaszczyk i  oglądam całokształt,nie mogę się powstrzymać i zaczynam się śmiać, wyglądam rewelacyjnie.


ANDREAS 

Moje spotkanie z Lisą nie poszło po mojej myśli, później nie przyszła na śniadanie. To chyba moja wina. Spieprzyłem to po raz kolejny. Teraz na hali też jej nie ma. Wank też nic nie wie.
-Dobra chłopcy trzy kółeczka- zaczyna trener- a ty- pokazuje na mnie- sześć i ciesz się,że tylko tyle- czyli trener też jest na mnie wściekły. Nie mam w nikim oparcia, przez jakiś jeden błąd. Już po biegu jestem wykończony, a to dopiero początek. Kiedy pracujemy nad równowagą, po hali roznosi się stukot obcasów.
Spoglądam w stronę źródła dźwięku, a moja szczęka spada na podłogę. Nie wierzę własnym oczom.
-Stary ona jednoznacznie Ci pokazuje,że może ją mieć każdy ale nie ty- słyszę głos Severina gdzieś przy uchu ale nie jestem w stanie zareagować na jego uwagę.
Widzę jak Lisa podchodzi do trenera, a jej spódniczka odsłania zgrabne nogi. Ja wiedziałem,że ona jest piękna i pociągająca ale dziś to już przeszła samą siebie. Wygląda tak bosko. W końcu odrywam wzrok od Lisy i trenera, którzy wesoło rozmawiają i spoglądam na moich kupli z kadry. Ci idioci stoją i się gapią, jakby nigdy wcześniej dziewczyny nie widzieli.
-A wy nie macie co robić?-pytam nieco za głośno, czym przykuwam uwagę wszystkich włącznie z Lisą i Trenerem.
-Jak widać nie- odpowiada Marinus. Zabije go, tylko żeby nikt nie widział i go uduszę gołymi rękami. Jestem tak wściekły i zazdrosny jednocześnie, że muszę wyjść z sali,żeby komuś nie przywalić. Mijając szatynkę zatrzymuje się i rzucam jej wściekłe spojrzenie.Już mam odejść ale do głowy przychodzi mi pewna kwestia,którą muszę powiedzieć.
-Wiesz tu jest trening, a nie rewia mody- widzę,że Lisie wcale się ta uwaga nie spodobała.
-Ja nie muszę tu ćwiczyć, nie to co ty. Radze Ci zacząć bo w jakiś czarnych barwach widzę tą Twoją sławę, karierę i co tam jeszcze sobie ubzdurałeś, ale pamiętaj ja zawsze przyjadę obejrzeć Twoją porażkę, przecież dlatego tu jestem- mówi donośnie, a potem oddala się i zmierza w stronę chłopaków, a po sali roznosi się ten charakterystyczny stukot obcasów. Jestem wściekły, na siebie, na nią i na cały świat. Po raz kolejny przegiąłem. Dałem jej się sprowokować, lecz ona tego chciała, chciała żebym tak zareagował. Udało jej się. Nie mam co tu robić, szybko się przebieram i chcę jak najszybciej wrócić do hotelu, jednak w drzwiach  zatrzymuje mnie trener.
-Jeśli się nie ogarniesz, możesz zapomnieć o drużynówce. Każdy z Was ma równe szanse ale ty najszybciej możesz ją stracić. Imprezujesz, masz do każdego jakieś pretensje, a w tym wszystkim najbardziej ranisz Lisę. Zastanów się nad swoim życiem. Widzę,że nie potrafisz przegrywać. To jest numer niemieckiego psychologa, który pracuje w Rosji, przy Igrzyskach. Jest w stanie z Tobą porozmawiać. Ja daje Ci wybór i numer ty zrób z tym co chcesz - daje mi wizytówkę i odchodzi.

Po wyjściu z hali wita mnie gęsty śnieg, przemierzam kolejne uliczki, im bliżej hotelu tym bardziej jestem pewny,że muszę pogadać z tym psychologiem.
W pokoju hotelowym wyciągam wizytówkę i wystukuję numer.
-Słucham.
-Dzień dobry, z tej strony Andreas Wellinger, moglibyśmy porozmawiać?-pytam z nadzieją w głosie
-Cieszę się,że dzwonisz, pokój 134 czekam.-mówi i kończy połączenie. Mam mętlik w głowię, nie wiem co mam powiedzieć, kiedy się tam znajdę.



Z gabinetu wychodzę tuż przed wyjazdem na skocznie,na ostatni trening przed drużynówką. Jeśli mam być szczery mam przeczucie,że w końcu wszystko będzie dobrze, że wszystko się w końcu ułoży i że pomimo porażki będę tym samym Andreasem, którego pokochała Lisa.
W busie, który wiezie nas na skocznie, siadam na samym końcu i w spokoju piszę wiadomość do Lisy.


Ja
Możemy pogadać jak wrócę ze skoczni, byłem u psychologa
i zrozumiałem kilka spraw, przepraszam. Teraz wiem, że
przyjechałaś tu żeby mnie wspierać, a moje porażki
nie powinny mieć wpływu na nasz związek, a 
tym bardziej na mój stosunek do Ciebie.


Na odpowiedź czekam kilka minut, akurat docieramy pod skocznie, w między czasie, kiedy wysiadamy odczytuję wiadomość.


Lisa
Cieszę się,że psycholog Ci pomógł.Będę na Ciebie czekać.
Ale wiedz,że czekam na Andreasa, którego poznałam
na początku, na tego, który mnie kochał i cieszył 
się z mojej obecności, a nie na tego co jest 
teraz.
    
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie Kochane,
oddaje w wasze ręce kolejny rozdział. Piszcie co o tym myślicie. Dziękuję Wam za bardzo duże zainteresowanie poprzednim rozdziałem :*
Kolejne rozdziały będą się ukazywać co poniedziałek bądź wtorek.
Buziaki :*
P.S. W następnym rozdziale wyjaśni się sprawa igrzysk.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Rozdział 8


 Wspomnień czar: To dopiero początek, tego co ma nastąpić...

 

14 luty 2014

 Po wielogodzinnej podróży, w końcu jestem w pokoju hotelowym. Jedyne o czym marzę to długa, gorąca kąpiel. Podróż do Rosji była naprawdę męcząca, więc relaksująca kąpiel na pewno dobrze mi zrobi. Biorę najpotrzebniejsze rzeczy, jakieś ubrania do spania i znikam za drzwiami łazienki.
W wannie spędzam ponad dwie godziny, wychodząc z łazienki spoglądam na zegarek wiszący nad drzwiami. Wskazówki pokazują dwudziestą drugą, zrobiło się już dość późno, dlatego powoli szykuję się do spania.
Niespodziewanie słyszę pukanie do drzwi. Szybko odstawiam laptopa na bok łóżka i pędzę zobaczyć kto mnie odwiedził.
-Witam trenerze- witam się z trenerem.
-Cześć, mam nadzieję,że nie za późno- na znak potwierdzenia słów trenera, uchylam szerzej drzwi,żeby mógł wejść do środka-Mam do Ciebie kilka ważnych spraw, przepraszam za porę ale wcześniej nie mogłem się wyrwać.
-Nic nie szkodzi, jeszcze nie spałam.
-No dobrze, tu masz akredytacje na wejście na teren skoczni, na teren hotelu, na nasze piętro i kartę do Twojego nowego pokoju. Jutro o 18 przyjdzie ktoś do Ciebie i pomoże Ci przenieś Twoje rzeczy do naszego hotelu.
-Nie trzeba trenerze, przecież sobie poradzę.
-Zapomnij o tym, nie będziesz się jeszcze kłopotać z tymi walizkami, ze mną się nie dyskutuje- oznajmia i wybucha śmiechem,a ja wraz z nim.Po wszystkich wyjaśnieniach trener opuszcza mój pokój, a ja idę spać. Jutro wielki dzień.

15 luty 2014

-Lisa uspokój się do jasnej cholery-krzyczy na mnie Julia.
-Mówię Ci mam złe przeczucia, wiesz jak tu wieje, serie próbną przerwali-mówię załamana, żałuję,że nie może być teraz ze mną.
-Dobra, skończ. Wszystko będzie dobrze.Zdzwonimy się po konkursie-oznajmia i kończy połączenie,a ja zostaje całkiem sama z moimi myślami. Mam złe przeczucia i strasznie się denerwuje.

W końcu rozpoczyna się konkurs. Niestety nie idzie to tak sprawnie jak mogłoby się wydawać. Wiatr często przerywa rywalizację, co nie jest miłe dla widza i skoczków. Dla mnie to szczególnie stresująca sytuacja, ponieważ boję się o Andreasa. Cała się trzęsę i nie mam pojęcia czy z zimna, czy ze strachu, który niewątpliwie mnie paraliżuje. Z mojego amoku wyrywa mnie mocny uścisk. Stoję jak sparaliżowana, a już po chwili sama odwzajemniam uścisk.
-Co ty tutaj robisz?-pyta, kiedy w końcu wypuszcza mnie ze swoich objęć.
-Przyjechałam Was wspierać- odpowiadam, a Wank wybucha śmiechem.
-Nas czy Andreasa?-pyta robiąc śmieszne miny.
-Was i Andreasa-oznajmiam, taka odpowiedź bardziej satysfakcjonuje Wanka.

Andreas stale zajmuje mnie rozmową, przez co nie stresuję się tak bardzo konkursem i nadchodzącym skokiem Wellingera. Jak tylko zaczynam panikować, to brunet mnie uspokaja, mówiąc,że wszystko będzie dobrze.

W końcu nadchodzi czas na skok Wellingera. Stoję bez ruchu, kiedy blondyn zasiada  na belkę startową. Oczywiście wiatr nie daje o sobie zapomnieć. Mija nie całe pół minuty i Andreas sunie w dół rozbiegu. Wszystko trwa kilka sekund.Kilka sekund, które rujnują moje nadzieję,że ten konkurs może być udany. Spoglądam na tablicę wyników. Sto siedemnaście metrów. Spoglądam na Wanka, który stoi z otwartą buzią, on też chyba nie spodziewał się takiego wyniku. Po chwili na telebimie widzimy wściekłego trenera, a później równie złego Andreasa.
-On się załamie-mówię, sama nie jestem w dobrym stanie. Jest mi strasznie żal Wellingera, miał ogromne nadzieję po tak udanym występie na skoczni normalnej.
-Da radę, przecież ma Ciebie. Chodź do niego- oznajmia i ciągnie mnie w stronę wściekłego Andreasa.
-Nie pójdę teraz do niego, on jest wściekły, przyjdę do niego w hotelu. On jeszcze nie wie,że tu jestem.Dowiedz się czegoś i napisz do mnie, jak Andreas będzie wracał. Ja pójdę już do hotelu.
-Dobrze, trzymaj się i nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze-przytula mnie na pożegnanie i rozchodzimy się w przeciwne strony. Do hotelu mam zaledwie kilka minut pieszo. Przez te kilkaset metrów drogi mam czas na to aby chwilę pomyśleć. Nie wiem co mam powiedzieć Andreasowi. Z tymi igrzyskami wiązał bardzo wielkie nadzieje, pomimo młodego wieku ma ogromną ambicję, dlatego ta porażka będzie dla niego ciężkim wyzwaniem.
Po około piętnastu minutach spaceru docieram na teren hotelu. Wjeżdżam na czwarte piętro i otwieram drzwi do mojego pokoju. Walizki leżą tak jak leżały, ponieważ nie zdążyłam się rozpakować przed konkursem. Ubieram wygodne, czarne legginsy i kremowy sweterek, na głowię robię koka i wychodzę z pokoju, po raz kolejny zmierzając do holu hotelu. Wchodzę do restauracji i zamawiam gorącą czekoladę. W pomieszczeniu panuje półmrok, restaurację  oświetla bardzo duża ilość świec i kominek, przy którym siadam na jednej z sof.
Zrywam się na równe nogi słysząc dzwonek mojego telefony. Spoglądam na ekran i widzę,że dzwoni Wank.
-Wellinger właśnie idzie do hotelu, powinien tam być za dziesięć minut-oznajmia szybko
-Jest zły ?-pytam
-Nie, jest wkurwiony- mówi i kończy połączenie.Czyli czeka mnie długi wieczór. Kończę pić moją czekoladę i wracam do mojego pokoju, nawet nie muszę sprawdzać czy Andreas już wrócił. Po pięciu minutach siedzenia na łóżku nic nie robiąc, słyszę huk zamykanych drzwi. Dzięki temu,że Wellinger ma pokój na tym samym piętrze, nie muszę długo myśleć,kto może być tak wściekły.

W końcu po pięciu minutach walki sama z sobą, ruszam do pokoju zajmowanego przez blondyna. Podchodzę do drzwi i delikatnie pukam, oczywiście brak odpowiedź. Zaczynam pukać mocniej.
-Nie żyje, nie ma mnie, dajcie mi wszyscy spokój - krzyczy przez zamknięte drzwi. Cóż mogę zrobić w tej sytuacji? Mocno naciskam na klamkę, lecz drzwi wcale się nie otwierają, poziom mojego zdenerwowania osiąga poziom maksymalny.
-Otwórz te cholerne drzwi - krzyczę, a echo moich słów, niesie się po całym piętrze.W zaledwie kila sekund drzwi się otwierają.Blondyn patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami, chyba sam nie dowierza, że tu jestem.
-Co ty tu robisz?-pyta
-Stoję, nie widać?- pytam, lekko podirytowana, wchodzę do wnętrza pokoju, pozostawiając oszołomionego Andreasa w progu pomieszczenia. Siadam na łóżku, a on nadal stoi w tych drzwiach. W tym momencie mnie zdenerwował i to bardzo, dlatego rozgoryczona podchodzę do niego i z hukiem zamykam drzwi.
-Nawet nie zamierzasz się przywitać?-pytam, podchodzi do mnie i przytula,a potem odchodzi. Co czuje? Odrzucenie? Tak to chyba dobre określenie. Jest mi tak cholernie źle i smutno. On mnie znów olał. Znów skoki stały się ważniejsze. Nie mam pojęcia co będzie dalej skoro on teraz się tak zachowuje, jeśli będzie tak przeżywał każdą porażkę, to nie widzę dla nas długiej przyszłości.
Oszołomiona odwracam się i spoglądam na Andreasa, który właśnie zapina ostatnie guziki w koszuli.
-Po co przyjechałaś?-takich słów z ust Wellingera się nie spodziewałam.- Chcesz popatrzeć jak ponoszę porażkę? Jeśli tak to wybrałaś odpowiedni moment-mówi spokojnie.Coś we mnie pęka, czuje jak pod powiekami zbierają się łzy. Nie mam pojęcia co się z nim stało.
-Nie, chciałam Ci pogratulować dobrego występu na normalnej skoczni, chciałam Cię wspierać i być przy Tobie bo wiem jak te igrzyska są dla Ciebie ważne. Myślałam,że moja obecność Ci pomoże ale się myliłam. Ty widzisz tylko skoki, nic poza tym. - odwracam się napięcie i wychodzę z pokoju blondyna trzaskając drzwiami. Łzą pozwalam spływać po moich policzkach, nie mogę już dużej nad nimi zapanować. Przed sobą widzę twarz Wanka, nie reaguję na jego słowa, wchodzę do pokoju i rzucam się na łóżko. Płacz pochłania mnie kompletnie.

 WANK

 W końcu docieram do hotelu i wjeżdżam windą na odpowiednie piętro. Kiedy zbliżam się do odpowiednich drzwi, słyszę trzask i widzę jak z pokoju, który dzielę z Wellingerem, wybiega zapłakana Lisa.
-Co się stało ?-pytam, lecz dziewczyna nie daj mi odpowiedzi, zapłakana znika za drzwiami swojego pokoju. Muszę poważnie porozmawiać z Andreasem. Wpadam wściekły do pokoju, blondyn chyba zamierza wyjść.
-Idziesz przeprosić Lisę?-pytam
-Niby za co? Chciała zobaczyć moją porażkę, to zobaczyła. Dobrze wiedziała,że może nie pójść mi najlepiej na dużej skoczni, więc po co tu przyjechała?
-Czy ty siebie słyszysz? Dziewczyna przejechała dla Ciebie taki kawał drogi, żeby Cię wspierać, a ty traktujesz ją w taki sposób. Czemu była cała zapłakana jak wychodziła z pokoju?
-Skąd mam to wiedzieć, dziewczyny tak mają. Wychodzę, nie mam zamiaru tu siedzieć i słuchać jak się użalacie bo coś mi nie poszło- mówi i wychodzi, zostawiając mnie mega oszołomionego.
Nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji, postanawiam szybko zadzwonić do trenera. Pierwszą wiadomość jaką mi przekazał był rezultat kolegów, z którego bardzo się ucieszyłem. Szybko wyjaśniłem trenerowi wszystko na temat Andreasa i Lisy, zareagował dużym wybuchem złości na blondyna. Nie dziwie mu się, jego pupilek i takie rzeczy robi. Ale nie zmieniając tematu, stwierdził, że muszę iść do Lisy, żeby nie była sama, a on jak najszybciej wróci do hotelu i przyjdzie do niej.
Tak jak powiedział trener szybko udałem się do pokoju Lisy, długo pukałem, lecz dziewczyna nie była chętna do otworzenia drzwi.
-Lisa otwórz to ja, ten idiota gdzieś polazł- wtedy drzwi w końcu się otworzyły,  a zaa nich wyłoniła się zapłakana i wyglądająca jak straszydło szatynka. Nie chciałem być nie miły dlatego pominąłem tą uwagę.
-Nie płacz, to nie ma sensu. On jest jeszcze młody, ciężko jest mu oddzielić życie prywatne od skoków. Pomimo,że jest młody, on bardzo Cię kocha, świata poza Tobą nie widzi. Odkąd tu jesteśmy mówi tylko o Tobie. Lisa to Lisa tamto, kocha Cię jak wariat, lecz to nie wyklucza, tego że jest debilem.
-Dzięki Andi,tylko wiesz ja się obawiam ,że z czasem będzie co raz gorzej. On nie potrafi przegrywać. Już po konkursie w Zakopanym było ciężko, co dopiero igrzyska. Teraz ja go w ogóle nie poznaję, zmienił się. Jak zaczynaliśmy razem chodzić, to on się tym cieszył , tym że może jechać na konkurs i oddać choćby skok w kwalifikacjach, a teraz liczy się dla niego sława, pieniądze i wygrane.On zachowuje się jak jakiś pieprzony egoista.Nie widzi świata poza sobą -mówi załamana. Szczerze jej współczuję bo wiem jak kariera może zawrócić w głowie, mimo wszystko mam nadzieję, że mój przyjaciel się ogarnie i zrozumie swój błąd.
-Zobaczysz wszystko wróci do normy, szybciej niż Ci się wydaje- próbowałem ją pocieszyć za wszelką cenę ale nie było to łatwe. Siedziałem z nią ponad godzinę, do czasu aż trener wrócił ze skoczni. Potem to on siedział z Lisą, a ja dostałem bojowe zadanie znalezienia Andreasa.

Po godzinie szukania znalazłem tego idiotę kompletnie pijanego w jednym z klubów. Oczywiście był tak pijany,że nawet nie wiedział,że pokłócił się z Lisą.Miałem naprawdę ciężkie zadanie. Nie było łatwo zaprowadzić tego debila do hotelu. Wejście po schodach pokonał dopiero za trzecim podejściem. Kiedy w końcu weszliśmy do pokoju sam padłem ze zmęczenia. Nie wspomniałem, że była druga w nocy, a nikt nie spał bo każdy zastanawiał się gdzie się podziewa Wellinger, a biedna Lisa jak go zobaczyła w takim stanie to mało co zawału nie dostała. Była jeszcze bardziej wściekła niż wcześniej.

Po wielu nocnych problemach i rozmowach w końcu o trzeciej każdy już spał, włącznie z Andreasem, który nawet nie drgnął jak trener się na niego wydzierał. Mam nadzieję,że rano Andreas będzie wyglądał i czuł się jak trup. Zasłużył na to.

___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________________
Witajcie Kochane.
Przepraszam za to,że nie było rozdziału tydzień temu.
Byłam na wakacjach i nie miałam za bardzo czasu aby coś napisać. Chcę Was również powiadomić,że czeka mnie kolejny wyjazd. Nie wiem dokładnie kiedy(najprawdopodobniej początek sierpnia). Gdzie? Otóż wybieram się do mojego ukochanego Zakopanego. Zdecydowanie jest to moje miejsce na Ziemi. Kocham to miasto, tą atmosferę, klimat, ludzi, po prostu wszystko.
Druga sprawa. Nie komentowałam Waszych blogów przez jakiś czas ale spokojnie nadrobię to. Tylko potrzebuję chwilę czasu, żeby to jakoś ogarnąć. Tak naprawdę miałam małe zamieszanie po zakończeniu roku szkolnego, ponieważ jak wiecie ( albo nie ) skończyłam gimnazjum. Teraz czas na liceum bądź technikum. Jeszcze nie wiem gdzie zostanę przyjęta. Co nie zmienia faktu,że musiałam troszkę papierów porozwozić po szkołach. Teraz mam więcej luzu, więc postaram się wszystko nadrobić.
*Kolorowa Biel- zaczęłam czytać Grzesia, to znaczy przeczytałam na razie prolog, jak dojdę do najnowszego rozdziału to skomentuję(chyba nie myślałaś,że nie będę czytała Twojego opowiadania.) Fakt nie czytałam od początku, miałam trochę za dużo na głowie.
*Missangelikaa- przeczytałam rozdział u Daniela do połowy. Jak przeczytam do końca to zostawię po sobie ślad.
*Skokomaniaczka- przeczytałam wszystko u Gregora.Rozdział rewelacyjny, jak zawsze. Zjawię się z komentarzem.
Także takie małe info, przepraszam za poślizg.

Zapomniałabym o najważniejszym. Jak się podoba rozdział? Zostawcie opinie w komentarzu, jeśli chcecie:*
Buziaki :*

niedziela, 19 czerwca 2016

Rozdział 7

"Wspomnień czar :Pierwsza wygrana jednego ze złotej drużyny" 


20 styczeń 2014
Hala przylotów na lotnisku jest zapełniona po brzegi. Rozglądam się w poszukiwaniu kadry Niemieckiej, lecz z ulgą stwierdzam,że jeszcze nikogo nie ma. Staję w  miarę opustoszałym miejscu i czekam na przybycie chłopców z  Polski. Ogromnie się cieszę,z wygranej Andreasa, myślę,że będzie zadowolony, mimo to,że w Zakopanym nie poszło mu najlepiej, delikatnie rzecz ujmując. Nie powinien się tym przejmować, ponieważ to nie jego wina. Każdy widział co się tam działo, z tego co wiem ciężko jest nabrać odpowiedniej prędkości skoro w torach najazdowych płynie rzeka. 
Z zamyślenia wyrywa mnie donośny śmiech Wanka, spoglądam przed siebie i widzę całą Niemiecką kadrę. Podchodzę ze spokojem przywitać się z nimi i  napotykam wzrok Andreasa. Jestem oszołomiona tym co zobaczyłam. W jego oczach widać pustkę. Jestem tym przerażona, patrzy na mnie z taką obojętnością. 
Witam się ze wszystkimi, na końcu podchodzę do Wellingera. Uśmiecha się niemrawo i delikatnie całuje mój policzek. Cóż obchodzi się ze mną jak z koleżanką, a nie dziewczyną. Może to przez ten konkurs w Zakopanym. 
Kiedy wychodzimy z lotniska i kierujemy się do samochodu delikatnie obejmuje mnie ramieniem.
-Co się dzieje?-pytam poważnie. 
-Nic, Kochanie - odpowiada z wyraźną niechęcią do rozmowy.
Nie pytam o nic więcej. Podaję kluczyki Andreasowi, a sama siadam na miejsce pasażera. Całą drogę nie odzywamy się do siebie, nawet nie zauważam kiedy zasypiam. 
Budzę się w swoim łóżku, za oknem panuje półmrok. Schodzę cicho po schodach i zatrzymuję się w połowie, słysząc Andreasa i Jakoba.
-Stary to nic, że Ci jeden konkurs nie wyszedł, przecież wcześniej wygrałeś. Powinieneś się skupić na swojej wygranej- mówi mój brat, a potem bierze łyk piwa.
-No właśnie wygrałem konkurs, a później wygrałem trening w Zakopanym. Gdyby nie ta pogoda, mógłbym powalczyć-mówi załamanym głosem.
-Weź się w garść, to dopiero pierwsza taka sytuacja, czeka Cię jeszcze masa wygranych.Przecież kariera to wzloty i upadki.
-Muszę jeszcze przeprosić Lisę, byłem dla niej dość oschły. Nie wiem czemu, ale nie potrafiłem okazać,że się cieszę, że mogę ją zobaczyć.
-Na pewno Cię zrozumie, wie że jesteś cholernie ambitny- postanawiam ich dłużej nie podsłuchiwać i wracam do swojego pokoju.
Siadam na parapecie i przypatruje się ośnieżonej panoramie Inzell. Mam dużo czasu na rozmyślenia. Myślę o moim związku z Andreasem. Ten rok z nim był magiczny, pełen miłości i szczęścia. Nie chce go stracić, przecież skoki nie mogą mi go odebrać. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Już na początku naszej znajomości wiedziałam, że Wellinger zajmie szczególne miejsce w moim sercu, lecz nie wiedziałam,że zajmie całą jego powierzchnie. Z dnia na dzień moja miłość do niego staje się coraz większa i coraz silniejsza.
Dziś poczułam ukucie w sercu, kiedy potraktował mnie tak oschle. Z zamyślenia wyrywa mnie dłoń
 Andreasa na moim ramieniu.
-Przepraszam-szepcze- nie powinienem się tak zachowywać w stosunku do Ciebie, nie jesteś niczemu winna. Ten konkurs powinienem zostawić za sobą, gdzieś daleko w Polsce, co było to było. To jest już przeszłość. Przepraszam- powtarza kolejny raz. Delikatnie się do niego uśmiecham, kiedy schodzę z parapetu i się do niego przytulam, a on obejmuje mnie swoimi ramionami. Wiem,że teraz czeka nas długa i wyczerpująca rozmowa na temat zaistniałej sytuacji.
-Andi, wiem,że jest Ci ciężko, uwierz, mi też nie jest łatwo. Musisz wiedzieć,że dla mnie nie liczy się to czy ty wygrasz konkurs, kryształową kule czy złoty medal, dla mnie liczy się to, czy bezpiecznie wylądujesz.Dobrze wiesz,że kiedyś możesz mieć problemy w locie,jakiś niesprzyjający podmuch wiatru, proszę Cię nie ryzykuj, wyląduj na buli, nie próbuj na siłę ciągnąc tego skoku. Musisz mi obiecać,że nie będziesz niepotrzebnie ryzykować, wystarczy,że ryzykujesz siadając na belkę. Kocham Cię i cholernie mi na Tobie zależy, nie chcę cię stracić. Pamiętasz co mi obiecałeś?- nie czekam na odpowiedź- Że skoki nigdy mi Ciebie nie odbiorą, mam nadzieję,że dotrzymasz tego słowa.
-Oczywiście,że dotrzymam. Kocham Cię i dla Ciebie mógłbym nawet zawiesić narty na kołek
-Dobrze, dobrze ale z tym raczej poczekaj-mówię i mocno się do niego przytulam.

 5 luty 2014 Igrzyska Olimpijskie
ANDREAS 
Wpadam do pokoju i rzucam się na wygodne łóżko. Jedyne o czym marzę po takiej podróży to sen. Niestety nie jest mi to dane, ponieważ do pokoju wpada Wank. 
-Zbieramy się młody. Trzeba zapoznać się z jakimiś Rosjankami- oznajmia, wnosząc swoje walizki.Co ja mam zrobić z takim przyjacielem, bezradnie kręcę głową i zaczynam rozpakowywać swoją walizkę. Godzinę później całą drużyną wybieramy się na wycieczkę w okolicy naszej wioski olimpijskiej. Wraz z nami podąża nasz cały sztab. Trener bardzo doba o integracje zespołu. Szkoda tylko,że Werner nie akceptuje alkoholu w dużej ilości, w przeciwieństwie do nas. W końcu docieramy do pobliskiego klubu. Nie wywołujemy zamieszania, ponieważ nie jesteśmy tu jedyną reprezentacją. W lokalu znajduje się kadra Austrii, Polski i Norwegi, zapowiada się świetna zabawa.

LISA 
W końcu koniec szkoły. Życie dziewczyny w moim wieku powinno wyglądać mniej więcej tak. Wraca do domu ze szkoły, pakuje swoją walizkę, żegna się z rodzicami i wyjeżdża na narty ze swoim chłopakiem,z którym już dawno nigdzie nie była. Niestety to nie jest wizja mojego życia. Moje życie wygląda dość inaczej. Wchodzę do domu, rzucam torbę z książkami w kąt przedpokoju, zaparzam gorącą herbatę i kieruję się do swojego pokoju, a tam zakopuje się w ciepły, puszysty koc i czekam na telefon od mojego chłopaka, który jest bardzo daleko ode mnie. 
Piękna wizja kolejnych dwóch tygodni mojego życia. W końcu po wielu godzinach zadzwonił mój telefon. Spojrzawszy na ekran, uśmiechnęłam się promiennie widząc zdjęcie blondyna. Rozmawialiśmy około pół godziny bo Andreas musiał się zbierać, mówił,że mieli iść zwiedzać Rosję, czyli mieli pójść do klubu. 
Po kolacji wpadłam na genialny pomysł. Nie wiedziałam czy moje plany się powiodą lecz miałam nadzieję,że wszystko mi się uda. Sprawdziłam połączenia między Berlinem, a Ruhpolding. Okazało się,że o siódmej rano odjeżdża pociąg do stolicy, co mnie niezmiernie ucieszyło. Postanowiłam sobie zrobić mały wypad do mojego dawnego miejsca zamieszkania. W tym celu udałam się do pokoju mojego brata. 
-Mam sprawę, zawieziesz mnie jutro na dworzec do  Ruhpolding?- zapytałam, robiąc kocie oczka.
-O której ?
-O siódmej mam pociąg do Berlina, więc o szóstej musimy wyjechać, przecież wiem,że Julia jest jutro zajęta, wiec będziesz miał dużo czasu dla swojej siostry.
-No dobra ale po co ty w ogóle chcesz jechać do Berlina?- zapytał z zaciekawioną miną.
-Na zakupy, a potem autobusem do babci.Wrócę za parę dni. Andreasa nie ma, a nie chcę sama przesiedzieć całych ferii. 
-No niech Ci będzie, zawiozę cię ale teraz precz mi stąd 
-Dzięki- mówię z uśmiechem i uciekam  do swojego pokoju.

6 luty 2014
Po wielo godzinnej podróży dotarłam w końcu do mojej babci. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się  w wygodny, ciut za duży sweter i dresy. Zeszłam do salonu, w którym czekała na mnie moja babcia.
Kocham to miejsce, ma w sobie magię. Pokój oświetla i ogrzewa kominek,ulokowany w kącie babcinego salonu. W powietrzu unosi się zapach gorącej czekolady.
Siadam na kanapie i owijam się milutkim kocem. Babcia dziwnie mi się przygląda.
-O co chodzi babciu?- pytam, biorąc łyk gorącego napoju.
-Nic, nic. Wyładniałaś odkąd jesteś z Andreasem- wybucham śmiechem.
-Dzięki babcia, czyli wcześniej nie byłam ładna-stwierdzam i po raz kolejny wybucham śmiechem.
-Oj wnusiu, dobrze wiesz o co mi chodziło, opowiadaj co tam u Was i powiedz mi jak tam radzi  sobie ten Twój kawaler.
Przez dwie godziny opowiadałam mojej babci co się u mnie dzieje, a później poszłam do swojego pokoju, w końcu musiałam się rozpakować. Wyjmując moje ubrania usłyszałam,że ktoś do mnie dzwoni, spojrzałam na ekran i od razu włączyłam video rozmowę.
-Cześć Kochanie jak Ci poszło na treningu?- pytam na wstępie.
-Dobrze, gorzej było potem. Ten idiota Wank walną mi nartami w czoło- teraz zauważam siniaka na czole blondyna- teraz muszę siedzieć z mrożonką przy głowie żeby wyglądać jak człowiek. Opowiadaj co u Ciebie. No i oczywiście pozdrów babcię.
-Dobrze, dobrze, u mnie wszystko w porządku.
Rozmawialiśmy chyba do północy, później szybko usnęłam. Następny dzień był bardzo zabiegany, ponieważ pojechałam do galerii, potem spotkałam koleżankę z dawnej szkoły, a później wróciłam do babci i piekłyśmy ciasto, nawet nie miałam czasu żeby porozmawiać z Andreasem ale z tego co wiem on też był zabiegany.

9 luty 2014

Kiedy przygotowywałam obiad, zadzwonił dzwonek do drzwi. W progu zobaczyłam Jakoba z Julią.
-Co wy tu robicie?-zapytałam kiedy, w końcu skończyłam się z nimi witać.
-Wpadliśmy bo stwierdziliśmy,że musimy Ci pomóc w kibicowaniu Andreasowi, poza tym babcia już dawno mówiła żebyśmy przyjechali.
-To świetnie, chodźcie do salonu , ja zaraz zaparzę kawę. Babci nie ma bo poszła na ploteczki do sąsiadki - krzyczałam z kuchni.
Po pięciu minutach weszłam do salonu z gorącym napojem. Szybko zasiedliśmy do długiej rozmowy na temat dzisiejszego konkursu. Nim się spostrzegliśmy do domu wróciła babcia, która była bardzo szczęśliwa z powodu wizyty Jakoba i Julii.
-Babciu czy ty coś piłaś?-pyta Jakob.
-Ojj dziecko, jedną, no góra dwie lampki wina, chyba położę się wcześniej, Trzymam kciuki za naszego Andreasa, niestety chyba nie będę w stanie obejrzeć dzisiejszego konkursu. Bawcie się dobrze. Dobranoc Kochani- nikt z nasz nie był w szczególnym szoku. Dobrze wiemy,że nasza babcia to rozrywkowa kobieta.

W końcu nastał czas konkursu. Trzymaliśmy kciuki za całą kadrę, lecz najbardziej za Andreasa.
Emocje jakie w nas były podczas całego konkursu były nie do opisania. Był stres, niepewność, a na końcu wielka radość. Strasznie nasz ucieszyło szóste miejsce Andreasa. Byłam taka szczęśliwa,że aż się popłakałam. Nie wiedziałam co najpierw zrobić zadzwonić do Andreasa czy wykrzyczeć całemu światu jaka jestem z Niego dumna. Z mojej radości wyrwał mnie dźwięk telefonu, spojrzałam na ekran. Byłam w niemałym szoku kiedy zobaczyłam,że dzwoni Werner Schuster.
-Cześć Lisa, mam dla Ciebie propozycję, w nagrodzie za dobre sprawowanie i dobry wynik  Andreas może dostać prezent. Wystarczy,że wsiądziesz w samolot i przylecisz do Rosji- byłam oszołomiona. Marzyłam o tym aby towarzyszyć Andreasowi podczas igrzysk.
- Jasne,że się zgadzam trenerze. Kiedy mam samolot?- zapytałam radośnie,
- Zabukowałem bilet na 13 lutego, ale mam jedną prośbę, nie pokazuj się Wellingerowi na oczy przed konkursem, po prostu ujawnij się po konkursie,że przyjechałaś. Nie chce go rozpraszać, dobrze wiesz, że on i tak słabo sobie radzi na dużych skoczniach.
-No dobrze, może jakoś wytrzymam, ale gdzie ja będę mieszkać?-zapytałam
-Załatwiłem Ci pokój w hotelu , koło naszego. Na pewno nie spotkasz wcześniej Andreasa, więc nie ma zagrożenia,że się dowie. Wszystko jest trzymane w tajemnicy, ze sztabu wiem tylko ja i nasz kierowca, który odbierze Cię z lotniska. Ja muszę teraz kończyć ale jakbyś miała jakieś pytania to dzwoń
-Dobrze, dziękuje- kończę połączenie i mówię bratu i Juli po co dzwonił trener.


Następnego dnia opuszczamy dom babci i udajemy się do Inzell. Dopiero w czasie podróży mogę porozmawiać z Andreasem, ponieważ wczoraj napisał,że idzie na konferencje i ma udzielać jakiś wywiadów, więc nie chciałam go potem męczyć. Przez te igrzyska mamy dla siebie coraz mniej czasu, dobrze,że będę mogła go odwiedzić.

 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie Kochane,
jak widzicie w idealnym świecie zaczyna się coś psuć.
Co do kolejnego rozdziału to możecie sobie sprawdzić jak poszło Wellingerowi w rzeczywistości na dużej skoczni. Nie będę zmieniać wyniku, więc możecie się domyślić,że nie będzie zbyt kolorowo.
Do następnego, Buziaki :*

niedziela, 12 czerwca 2016

Rozdział 6

"Wspomnień czar: Pierwszy upadek"

6 styczeń 2013
Dziś odbywa się ostatni konkurs Turnieju Czterech Skoczni. Dotychczas Andreasowi szło bardzo dobrze w turnieju. W niemieckich konkursach plasował się na dziesiątym i dziewiątym miejscu, a w Innsbrucku zajął 22 miejsce, dziś czas przyszedł na  Bischofshofen. W kwalifikacjach zajął bardzo dobre miejsce.
Seria konkursowa rozpoczyna się zgodnie z czasem więc razem z bratem z niecierpliwością czekamy na skok Wellingera.
W końcu nadchodzi czas na skok Andreasa. Mocno zaciskam kciuki kiedy zaczyna wybijać się z progu. Widzę,że mój brat też mocno kibicuje blondynowi. Zaczynam skakać jak głupia kiedy ląduje bardzo daleko, jednak mój entuzjazm stopniuje cisza na trybunach i widok na skoczni. Widzę jak Wellinger upada tuż po wylądowaniu.Przez moment czuję jakby moje serce przestało bić, widzę jak ratownic medyczni  podbiegają do Andreasa, na szczęście on podnosi się z ziemi.Jak najszybciej przeciskam się z Jakobem przez ludzi i podążam do miejsca , w którym jest Wellinger. 
ANDREAS  
Jaki ja jestem głupi, taki błąd, świetny skok i taka wpadka. Ten upadek to tylko i wyłącznie moja wina. Gdybym do końca był skupiony to z pewnością miałbym miejsce w dziesiątce. Na szczęście nic mi się nie stało, ramię mnie tylko trochę boli ale to nic.Widzę jak w moim kierunku idzie Lisa z Jakobem. Szeroko otwieram ramiona, w które po chwili wtula się moja kochana szatynka.
-Wszystko w porządku, nic ci nie jest, coś cię boli?-pyta jak opętana.
-Nic mi nie jest. Wszystko jest ok-mówię i mocno ją przytulam. 
-To dobrze- mówi i całuje mnie w policzek. Mógłbym z nią tak stać do końca świata, ale muszę się szykować do drugiej serii , do której się dostałem pomimo upadku.
-Muszę iść się szykować do drugiej serii -oznajmiam i przytulam ją ostatni raz.
-Leć, powodzenia, trzymam kciuki- mówi i odchodzi. Szybkim krokiem zmierzam do domku naszej kadry.Wchodzę do środka i zaczynam się rozciągać, dopiero teraz rozumiem jak mnie to ramię boli. W pewnym momencie do domku wchodzi reszta kadry i trener.
-Wellinger zrobiłeś show- mówi Wank, patrzę na niego wzrokiem mordu.
-Dobra młody co Ci jest?- pyta trener.
-Nic- widzę podejrzliwie spojrzenie Wernera.
-Mnie nie oszukasz,co Cie boli-pyta ponownie.
-Ramię ale biorę udział w drugiej serii- oznajmiam stanowczo.
-Dobra, ale potem jedziesz na szczegółowe badania- mówi równie stanowczo jak ja.
-Ok- mówię, biorę narty, gogle, kask i zmierzam na w stronę wyciągu.
W drugiej serii lecę na odległość 130,5 metra. Nie jest to powalająca odległość ale pozwala mi na poprawienie swojej lokaty. Dziewiętnaste miejsce nie powala, ale nie jest złe. Po konkursie tak jak trener powiedział musiałem jechać z nim do szpitala diagnoza była prosta. Bardzo mocne stłuczenie.

Kilka tygodni później 
 Niestety upadek dał mi się we znaki. Reszta sezonu nie była dla mnie najlepszym czasem. Na szczęście mój związek i Lisy jeszcze, wtedy nie ucierpiał. 



"Rok szczęścia"

20 listopad 2013 
ANDREAS
 Budzę się wraz ze wschodem słońca.Delikatnie wychodzę z łóżka nie budząc przy tym jeszcze słodko śpiącej Lisy. Wykonuję poranną toaletę, ubieram się i schodzę do kuchni, gdzie przy stole siedzi moja siostra. Uśmiecham się do niej promiennie.
-Co ty taki dziś zadowolony?-pyta
-Dziś mija rok odkąd jestem z Lisą-mówię radośnie.
-Zapomniałam, ja zaraz się usuwam z domu więc macie cały dom dla siebie- oznajmia.
Moja kochana siostra nie widzi świata poza swoim chłopakiem. Tak ona i Jakob są razem. Cieszę się ich szczęściem. Bardzo skromnie przyznam,że mam w tym swój udział, ponieważ to właśnie podczas Turnieju Czterech Skoczni zaiskrzyło między nimi definitywnie. Może kiedy w skokach nie będzie mi wychodzić to założę biuro matrymonialne. Andreas jesteś geniuszem, achhh ta moja skromność.

Szybko ubieram kurtkę, buty i wychodzę z domu. Wsiadam do samochodu i ruszam w kierunku Ruhpolding aby kupić kwiaty dla Lisy. W drodze do kwiaciarni dzwoni trener.
-Witam trenerze- mówię
-Cześć, słuchaj młody jest organizowane przyjęcie przed inauguracją sezonu. Dziś na miejscu w Klingenthal około dwudziestej. Lepiej żebyś był, oczywiście z osobą towarzyszącą-oznajmia.
-Dobra to będziemy.
-No to świetnie-mówi i kończy połączenie.
Miała być impreza z kadrą, a będzie spotkanie na szczycie pod krawatami. Dlaczego Werner nam to robi?
Wchodzę do kwiaciarni i wybieram bukiet, pięknych, czerwonych róż.Wracając staje w piekarni i kupuję świeże pieczywo. W domu przygotowuję śniadanie dla mnie i Lisy.

LISA
Budzę się rano z ogromnym uśmiechem na twarzy. Zapowiada się piękny i zapewne mroźny dzień. Dziś mija równy rok odkąd jesteśmy parą z Wellingerem. Ciekawe czy pamiętał? Obracam się w bok i widzę ogromny bukiet róż na szafce nocnej. Uśmiecham się sama do siebie. Po chwili widzę jak Andreas wchodzi do pokoju i wnosi tacę ze śniadaniem.
-Cześć Kochanie- mówi w progu.
-Hej-podchodzi i siada koło mnie na łóżku.
-Pamiętałeś. Dziękuje kwiaty są piękne- mówię i całuję go w policzek.
-Przecież nie mógłbym zapomnieć-oznajmia i składa na moich ustach pocałunek.
-Postarałeś się- stwierdzam i pokazuje na kwiaty i śniadanie.
-Ktoś musiał, ja w przeciwieństwie do innych nie śpię do dziesiątej-mówi i uśmiecha się szeroko.
-Czepiasz się szczegółów-oznajmiam i bierzemy się za jedzenie śniadania. Niestety nasz romantyczny poranek nie trwa długo, ponieważ już około południa wyjeżdżamy do Klingenthal na inaugurację Pucharu Świata. Wiem,że teraz będziemy mieć mniej czasu dla siebie. Początek Pucharu Świata oznajmia ciągłe wyjazdy Andreasa, ale rozumiem,że dla niego skoki znaczą bardzo wiele i dla mnie też. Chcę aby się rozwijał aby osiągnął to o czym marzy. Zawsze mocno będę mu kibicować.
W podróży do Klingenthal towarzyszyli nam Andreas Wank i Severin Freund, przez co atmosfera w samochodzie była bardzo zabawna. Po kilkugodzinnej podróży przybyliśmy na miejsce.
Dwie godziny po przyjeździe, przygotowujemy się na przyjęcie z okazji rozpoczęcia sezonu. Jak na złość z każdego kraju ma być jeden skoczek i cały sztab. Werner stwierdził,że my jesteśmy najnormalniejszą parą i nie przyniesiemy mu wstydy. Kroczyliśmy razem z Andreasem do sali, w której miało odbyć się całe to sztywne przyjęcie.
-To będzie jakiś dramat-mówię do blondyna.
-Wiem, wiem. Zmyjemy się jak najszybciej. Zostaniemy tylko na tą oficjalną część, bankiet sobie odpuścimy.Jak tylko skończymy tę szopkę zbieramy się do pokoju.
-Jestem za.
- Kocham Cię bardzo.
-Ja ciebie też- tym o to miłym akcentem kończymy nasze rozmowy,ponieważ wchodzimy na salę, w której ma się odbyć spotkanie.

Całe przyjęcie jest bardzo nudne i panuje sztywna atmosfera. Zajmujemy z Andim miejsce koło niemieckiej kadry i zaczynamy słuchać różnych osobistości skoków narciarskich. Nie jesteśmy nawet minimalnie zainteresowani tymi wystąpieniami ale wyjść nam nie wypada więc przez kolejne dwie godziny siedzimy jak na skazaniu. Bardzo obszernie jest poruszany temat  Igrzysk Olimpijskich, które odbędą się w tym sezonie. Mam nadzieję,że cała Niemiecka drużyna powróci z nich ze złotymi krążkami na szyi.
Szybo zdążyłam zauważyć,że trenera też mało interesują te nudne przemówienia i wdałam się z nim w krótką pogawędkę na temat obecnej formy Andreasa. Werner twierdził,że jego forma jest na dobrym poziomie i na razie nic więcej od niego nie oczekuje. Ma nadzieje,że będzie się kręcił w pierwszej dwudziestce Pucharu Świata i to mu wystarczy. Zauważyłam,że  Wellinger jest swego rodzaju pupilkiem Schustera. Jak o tym wspomniałam trenerowi to powiedział  tylko,że mi się wydaje, lecz nie zaprzeczył. Wspomniał również,że wie iż Andreas kiedyś zostanie wielkim sportowcem i osiągnie dużo. Miejmy nadzieje,że tak kiedyś będzie.
Po trzech godzinach przemówień i różnorakich wystąpień nadszedł czas na bankiet. Postanowiliśmy wpić z Wellingerem po lampce szampana i niewidzialnie wymknąć się z przyjęcia. Wszystko poszło zgodnie z planem i szybko trafiliśmy do hotelowego pokoju.
-Jestem padnięta - powiedziałam ściągając z siebie suknię i wkładając jaką luźną bluzkę i dresy.
-Ja też. Nie wiem po co są tam zapraszani zawodnicy, przecież to nas w ogóle nie interesuje. Mamy po prostu dobrze skakać i już -mówi siłując się z czarnym krawatem- Jeszcze musimy się ubierać w to cholerstwo- zaczynam się śmiać i pomagam Andreasowi bo nie mogę już patrzeć jak biedactwo się męczy.

23 listopad  
Dziś pierwszy konkurs w nowym sezonie. Tak jak zwykle zaczynamy od konkursu drużynowego , do którego został powołany Andreas. Jestem bardzo szczęśliwa,że trener dał mu szansę, z pewnością ją wykorzysta.

Rywalizacja była zacięta i niezwykle ciekawa. Niemieccy skoczkowie niestety ulegli Słowenii i zajęli drugie miejsce. Cała kadra była bardzo zadowolona ze swoich wyników lecz pozostała w nich nutka goryczy,że nie wygrali przed własną publicznością. Ja osobiście byłam z nich bardzo dumna. Nie tylko z Wellingera, ale z całej kadry, ponieważ każdy z nich odwalił kawał dobrej roboty. 

Następny dzień 
Rywalizacja indywidualna zakończyła się dla Andreasa wyśmienicie. Uplasował się na drugim miejscu.  Jego sukces ucieszył zarówno fanów jak i całą kadrę. Sama skakałam z radości. Byłam pewna,że dla Andreasa to będzie dobry sezon. 


Nie wiedziałam jakie konsekwencje poniesie za sobą ten sezon 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie Kochane. 
Nadal cierpię na brak czasu. Byle do 17 czerwca i będzie dobrze. Mam nadzieję,że wytrzymacie z tym niedopracowaniem. 
Wrzucam dwa rozdziały jako jeden, ponieważ nie miałam czasu aby dokończyć ten o TCS. 
Przepraszam nawaliłam, obiecuję poprawę. 
Buziaki :*

środa, 1 czerwca 2016

Rozdział 5

Nowy rozdział pojawi się 12 czerwca!

"Wspomnień czar: Wielki sukces. Debiut i pierwsze podium."

24 listopad 2012
Stoję właśnie pod skocznią w Lillehammer wraz z Wankiem oczekując na drugi skok Wellingera. Sama nie mogę uwierzyć,że prowadzi po pierwszej serii. Każdy jest zaskoczony postawą blondyna. Niestety nawet nie mogłam mu pogratulować miejsca po pierwszej serii,ponieważ  poszedł na jakąś kontrole, a potem na drugą serię, więc nie było mowy o nawet chwilowym spotkaniu. 

Na górze pozostał już tylko Andreas, jak na razie Severin prowadzi, szybko przeszliśmy z Wankiem koło miejsca dla lidera, gdzie stał Freund. Cała nasza trójka mocno zacisnęła kciuki gdy Andreas wybił się z progu. Był to bardzo dobry skok ale na podium raczej nie wystarczy. Myślałam,że Welli będzie zły, a on podszedł do mnie w skowronkach i mocno mnie przytulił.
-Gratuluję kochanie- powiedziałam.
-Dziękuję, bez ciebie by się nie udało- powiedział i złożył pocałunek na moim policzku. Następnie pogratulował Severinowi i innym kolegom. Do  hotelu pojechałam z większą częścią kadry, pod skocznią zostali tylko Severin, trener i Andi. Z tego co wiem to  Wellinger ma udzielać jakiś wywiadów dlatego wróci później.

-Nadal nie mogę w to wierzyć. Taki debiut- powiedziałam kiedy leżałam na łóżku i przeglądałam interenet, a tam pełno informacji na temat blondyna.
-Każdy mu mówił,że ma potencjał- stwierdził z uśmiechem Wank- Chodź na kolację bo oni mogą wrócić późno.
Zeszliśmy z Andreasem do restauracji wraz z resztą ekipy, a po kolacji wróciliśmy do pokoi.Wellinger wrócił około dziewiątej wieczorem. 

-Hej- powiedział wchodząc do pokoju.
-Hej, nareszcie, myślałam,że już nie wrócicie- powiedziałam witając się z nim całusem w usta. 
-Też tak myślałem, sława to jest jednak męcząca- powiedział teatralnie,a ja zaczęłam się śmiać- Co tu tak cicho?-zapytał
-Wanka nie ma, poszedł do Richarda oglądać jakiś film i powiedział,że na noc nie wróci- oznajmiłam uśmiechając się do niego zalotnie. 
- Jakoś przeżyję tę stratę- powiedział podchodząc do mnie, czule mnie obejmując.

26 listopad 2012
Właśnie wychodzimy z samolotu, wita nas jakaś śnieżyca i mróz. Chyba nawet w Lillehammer było cieplej niż tu. Szybko przechodzimy kontrole i wychodzimy do terminalu. Od razu witają nas flesze aparatów i kamery. Na szczęście to trener udziela wszystkich wywiadów mówiąc, że zawodnicy są zmęczeni, po podróży. Prawie niezauważalnie przechodzimy  do miejsca gdzie czeka na nas mój brat. 
-Cześć- mówię,a ten debil przytula mnie jakby mnie rok nie widział.
-Hej- mówi i w końcu mnie puszcza, oczywiście już ja się nie liczę bo zauważył Wellingera.
-Stary  gratulację. Moja mama Cię uwielbia i bardzo polubiła skoki.  Zaprosiła już całą twoją rodzinę na kolacje dzisiaj,żeby uczcić twój sukces, ty też masz być- mówi i klepie go po ramieniu. Ja nie wierze moja mama już uwielbia mojego chłopaka choć jeszcze nie wie, że to mój chłopak. W drodze do domu przychodzi mi do głowy pewne pytanie, które muszę zadać naszemu kierowcy.
-Nie wygadałeś się mamie, że jesteśmy razem z Andim?-pytam mojego brata.
-Nie ale to nie znaczy,że się nie domyśla. Pewnie zrobi Ci w domu przesłuchanie- oznajmia i wraca do rozmowy z Wellingerem.

Szybko po podróży ogarniam się i zaczynam szykować na kolację, oczywiście moja mama nie daje mi spokoju i każe opowiadać jak było, co robiłam. Z tego stresu zaczyna mnie już boleć brzuch. Ustaliliśmy z Andreasem, że dziś wszystkim powiemy o tym,że jesteśmy razem. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.Oby nasi rodzice zaakceptowali zaistniałą sytuację.
Około 16 przyszła rodzina mojego chłopaka wraz z nim na czele. Andreas zajął miejsce koło mnie. Ja jak przystało na wzorową córkę pomogłam mamie przynieść potrawy. W oczekiwaniu na deser czułam dłoń Wellingera na moim kolanie, oczywiście mi to nie przeszkadzało poza tym, ze zauważyła to Julia, siostra blondyna, która siedziała koło mnie. 
-Czyli jesteście razem- powiedziała cicho, a ja nieznacznie spojrzałam na dłoń Andreas, która spoczywała w tym samym miejscu.
- Tak, dziś chcemy to wszystkim powiedzieć- mówię uśmiechając się do blondynki.
-Nie macie się czym przejmować,moja mama i tak już to podejrzewa  i jest zachwycena, wiec nie ma na co czekać.- patrzę na Julię, która wstaje i mówi- Proszę o chwilę uwagi, młodzi mają coś do zakomunikowania.- mówi i spogląda na nas. Już chcę coś powiedzieć, kiedy Andreas zabiera głos.
-Jesteśmy razem z Lisą, mamy nadzieję, że nie macie nic przeciwko-mówi ściskając moją dłoń.
- To samo chciałam powiedzieć- oznajmiłam i wszyscy wybuchli śmiechem.
-Nie mamy nic przeciwko- odezwali się moi rodzice,na co zawtórowała im mama Wellingera.
Reszta kolacji przebiegła w miłej atmosferze, po deserze dyskretnie poszliśmy do mojego pokoju.
-Ale się ciesze- powiedziałam i przylgnęłam do ust blondyna.
-Ja też. Dobrze,że nie pytali nas o żadne szczegóły- powiedział kiedy oderwałam się od jego ust.
-Bardzo dobrze, przecież nie powiemy im o tym,że spaliśmy już ze sobą.- Wiem ktoś może pomyśleć,że się śpieszymy ale po co mieliśmy czekać skoro byliśmy pewni. To była cudowna noc z cudownym chłopakiem. Cieszę się,że razem spędziliśmy swój pierwszy raz, zarówno w moim przypadku jak i Andreasa.

Około godziny 21 Andreas z rodziną wrócili do siebie do domu, a ja zaczęłam  przygotowywać się na jutro do szkoły. 

10 grudzień 2012
"Pierwsze  podium w Pucharze Świata  wschodzącej gwiazdy skoków narciarskich" taki oto nagłówek widzę na portalu sportowym, który przeglądam w drodze do szkoły. Andreas stanął pierwszy raz na podium właśnie wczoraj w Krasnej Polanie. Popłakałam się ze szczęścia, widząc Wellingera na podium.  Żałuję,że nie mogłam z nim tam być.  Skakałam pod sufit kiedy widziałam jak Andi się cieszy ,od razu do niego zadzwoniłam,żeby mu pogratulować, niestety z gratulacjami osobiście muszę czekać do popołudnia, ponieważ dopiero wtedy kadra wraca z zawodów. Na lotnisko oczywiście jadę z Julią, która bardzo często u nas bywa i bynajmniej nie odwiedza wtedy mnie. 

Cały dzień w szkole przyjmowałam jakieś gratulacje dla Wellingera, szybko się rozniosło ,że jesteśmy parą, a Andreas zdobył popularność. Nie powiem jestem trochę zazdrosna o to,że każda dziewczyna ślini się na jego widok ale wiem ,że nie mam powodów bo blondyn nie patrzy na inne dziewczyny tylko na mnie.

W końcu widzę blond czuprynę przedzierającą się przez ludzi, po chwili wpadam w jego silne ramiona i ginę w uścisku. 
-Jak dobrze,że już jesteś. Tęskniłam- mówię i całuję jego policzek.
-Ja też tęskniłem, to dla ciebie - mówi i podaje mi kwiaty.
-Jej jakie ładne, to są kwiaty z dekoracji?- pytam a on kiwa twierdząco głową- Dziękuję, myślałam,że rzucisz je jakieś fance-powiedziałam 
-No przecież daje je właśnie najważniejszej fance w moim życiu- mówi i mocno mnie przytula, a potem składa delikatny pocałunek na moich ustach.
-Ja też tu jestem -mówi Julia. Wellinger w końcu się odrywa ode mnie i wita się z siostrą.

Zaraz po powrocie z lotniska Andreas przychodzi do mnie,do domu żeby się uczyć. Niestety nie jest mu łatwo połączyć se sobą szkołę i skoki. Jeśli wyjeżdża to wiadomo, że w szkole go nie będzie. Przeważnie na zawody zabiera książki żeby się uczyć, więc jak wszyscy idą zwiedzać miasto to on idzie się uczyć.Mam bynajmniej pewność,że nie ogląda się za innymi panienkami ;)

23 grudzień
Dziś jest świetny dzień. Od rana chodzę w skowronkach. Już jutro Wigilia. W obecnej chwili kończę ubierać choinkę w swoim pokoju, niestety nie dane jest mi skończyć ponieważ do pokoju wparowuje właśnie Wellinger.
-Cześć- mówię i całuję go w policzek.
-Hej- mówi i mocno mnie przytula- Mam nadzieje,że nie masz planów na dziś- mówi szczerząc się do mnie.
-Nie, a co ty knujesz?-pytam 
-Jedziemy na zakupy po prezenty- mówi, a na moją twarz wpełza chytry uśmieszek- Dla Ciebie już kupiłem prezent, więc nie licz,że się dowiesz wcześniej niż jutro- mówi, a ja teatralnie się oburzam.
-Foch, też ci nie powiem co Ci kupiłam. Za ile jedziemy?- pytam 
-Za 20 minut, Julia nas zawiezie i potem z nią wrócimy bo ona jedzie spotkać się z jakąś koleżanką i wraca wieczorem, więc może zdążymy wyskoczyć jeszcze do kina- mówi i się do mnie uśmiecha.
-Ok, daj mi chwile.- mówię i całuję go przelotnie.
-Idę do Jakoba- oznajmia i wychodzi.
Andreas 
-Cześć stary- mówię i witam się z bratem Lisy uściskiem ręki.
-Siema. Co tam jak prezent?-pyta. Oczywiście tylko on jest wtajemniczony co kupuje szatynce. 
-No już załatwione, ale było ciężko, tłumaczyli,że miejsc nie ma w hotelu. Zadzwoniłem to trenera i miejsca się znalazły. Mówiąc miejsca mam na myśli jeszcze Ciebie- mówię i daje mu bilety na Turniej Czterech Skoczni.Widzę pełne zaskoczenie na jego twarzy .
 -Żartujesz stary- patrzy na mnie, a ja kiwam przecząco głową- Nie no dzięki- mówi
-Nie dziękuj tylko przygotuj się na zabawę będzie nieźle. Będziecie się przemieszczać z nami czyli z kadrą, jeszcze nie wiem jak będzie z pokojami , ale to się załatwi na miejscu, oczywiście Julia też jedzie.
-No stary nie wierzę. Dzięki za Julię też- mówi podekscytowany.Nic więcej nie mówię tylko uśmiecham się. Ciesze się,że moja siostra trafiła na Jakoba. Mam nadzieję, że im się ułoży.

 LISA
W galerii spędzamy cały dzień, do domu wracamy około 20:00. W super nastrojach wchodzimy do mnie do domu. Jest ciemno jakby nikogo nie było. Zostawiamy prezenty w przedpokoju i kierujemy się do kuchni, w której znajdujemy kartę z informacją "Rodzice pojechali do dziadków wrócą dopiero jutro rano, ja jestem na imprezie, nie czekaj na mnie. Jakob"
-Mamy cały dom dla siebie- mówię robiąc gorącą czekoladę- Zostaniesz na noc?-pytam
-Tak jasne- mówi i wychodzi do salonu.
Wieczór spędzamy przed telewizorem pod cieplutkim kocem. Około 22 poszliśmy do mojego pokoju. Poszłam wziąć szybki prysznic, a po mnie Andreas. Czekając na blondyna zaczęłam czytać książkę, nawet nie zauważyłam kiedy Wellinger leżał koło mnie.
-Masz zamiar teraz czytać książkę- zapytał z chytrym uśmieszkiem
- A masz dla mnie jakąś inną propozycję?-pytam odkładając książkę na szafkę nocną.
-Może- mówi i zaczyna całować moje ramię, szyje aż natrafia na usta. Szybkim ruchem siadam na nim okrakiem i sama zaczynam go całować.

24 grudzień 2012
Budzę się z uśmiechem na ustach, nieznacznie obracam się w bok i widzę śpiącego jeszcze Andreasa. Uśmiecham się sama do siebie kiedy widzę jak krzywi się i robi jakieś dziwne miny kiedy śpi. Powoli i delikatnie wychodzę z łóżka i szukam gdzieś na podłodze mojej piżamy. Kiedy w końcu odnajduję i zakładam na siebie ubranie, cichutko wychodzę z pokoju w celu zrobienia śniadania.W kuchni zastaję brata siedzącego przy stole.
-Widzę,że impreza się udała- mówię widząc jego niewyraźną minę.
-Oj udała się, nawet nie wiem jak wróciłem do domu ale to taki szczegół- mówi i się do mnie uśmiecha.
-Siostra a co ty taka happy z samego rana?-pyta.
-O tak jakoś.Mamy Wigilie, magia świąt na mnie tak działa- mówię, a w tedy do kuchni wchodzi Andreas.
-Myślałem,że ja tak na ciebie działam- podchodzi i całuje mój policzek, a następnie siada przy kuchennej wyspie.
-Chciałbyś- mówię i stawiam przed nimi zaparzoną przed chwilą kawę.
Po około godzinie Wellinger opuszcza mój dom i udaje się do siebie, a my z bratem zaczynamy ubierać choinkę w salonie. Rodzice wracają około południa i zaczynamy przygotowywać kolację Wigilijną.

Kolację spożywamy w bardzo wąskim gronie ja z Jakobem i rodzice. Niestety nie mogło być dziś z nami Wellingera, ponieważ zwaliła im się na głowę cała rodzina. Po życzeniach zasiedliśmy do kolacji. Oczywiście wszystko było przepyszne. Nigdy nie byłam jakąś fanką śpiewania kolęd ale raz w roku  mogę się poświęcić. W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany moment otwierania prezentów. Jako najmłodsza z rodziny musiałam rozdać każdemu prezenty. Delikatnie rozpakowywałam prezenty uważając na piękny papier świąteczny.Od brata dostałam zestaw kosmetyków które chciałam więc myślę,że maczał w tym palce Andreas bo to jemu o tym mówiłam. Od rodziców dostałam pieniądze i złotą bransoletkę. Po opadnięciu emocji związanych z prezentami siedzieliśmy w salonie słuchając świątecznych piosenek.
-Młoda mam dla ciebie jeszcze jeden prezent- zaczął mój brat.
-Przecież już dostałam od Ciebie prezent- mówię szeroko się uśmiechając
-Przecież nie mówię,że to ode mnie- mówi i podaje mi wielkie pudło zapakowane w papier, w srebrne renifery. Rozrywam papier i otwieram pudło.Nie wierzę własnym oczom w to co widzę.
Wyciągam z pudła białą torbę Michaela Korsa i w środku znajduję zegarek oraz portfel do kompletu. Przecież on zwariował, to musiało kosztować kupę kasy.Od razu się domyśliłam,że to od Andreasa. Prezent  był cudowny.
-Idę zadzwonić-mówię i biorę moje prezenty do mojego pokoju.W pokoju wszystko ostrożnie odkładam na łózko i wybieram numer Wellingera. Oczywiście odbiera już po pierwszym sygnale.
-Hej Kochanie- mówi, jestem pewna,że teraz szeroko się uśmiecha.
-Hej. Powiedz mi  jak ja mam Ci dziękować?-pytam
-Coś wymyślimy-odpowiada i się śmieje.
-Prezent jest śliczny dziękuję bardzo, teraz to ja muszę  dać Ci prezent.Może byś do mnie wpadł.-proponuję.
-A może pójdziemy na spacer.
-Ok. To u mnie pod furtką o 21-mówię i kończę połączenie.
Mam jakieś 15 minut żeby się cieplej ubrać, prezentu nie biorę, jak będziemy wracać to mu dam. Mam nadzieję, że prezent mu się spodoba. Szybko zbiegam na dół, zakładając bluzę mówię.
-Wychodzę na spacer z Andim, potem tu przyjdziemy.
Wychodzę na dwór i czuję przyjemne zimno na policzkach. Jest około pięć stopni mrozu, delikatne płatki śniegu spadają na dużą pokrywę śnieżną. Na ulicach świecą się kolorowe lampki świąteczne.Z każdej strony można poczuć tę magię świąt Bożego Narodzenia. Widzę jak z za rogu wyłania się postać Andreasa. Nie czekam aż podejdzie do mnie tylko z wielkim uśmiechem biegnę w jego kierunku i rzucam mu się na szyje.
-Dziękuję bardzo- szepczę mu do ucha.
-Nie masz za co- mówi i zaczyna mnie namiętnie całować.
-Mam debilu, przecież taki zestaw musiał kosztować majątek-mówię zeskakując z niego i łapię jego dłoń w swoją, ruszamy w bliżej nam nieokreślonym kierunku.
-To się nie liczy-mówi obejmując mnie ramieniem-Kocham Cię-składa pocałunek na moim policzku.
-Ja ciebie też. Prezent dostaniesz po spacerze, musisz do nas wpaść- oznajmiam.
-Ok- mówi radośnie.

Po spacerze wracamy do mojego domu gdzie Wellinger dostaje prezent. Nie mogłam się zdecydować co mu kupić więc poprosiłam brata o pomoc. Doradził mi żebym kupiła Andreasowi jakieś perfumy więc tak zrobiłam i do tego kupiłam mu zegarek, który chciał już od dłuższego czasu.
-Dziękuje skarbie, skąd wiedziałaś,że chce taki zegarek?-pyta.
-Intuicja-odpowiadam zabawnie.
-Mam nadzieje,że ja też mam tą intuicję i będziesz zadowolona-mówi i wyciąga kopertę.
-Co to jest -pytam i biorę przedmiot do ręki.
-Otwórz- powoli otwieram kopertę i znajduję w niej cztery bilety i akredytację na Turniej Czterech Skoczni. Nie wierzę, przecież nie było już wolnych miejsc.
-Dziękuję-mówię i wtulam się w niego.
-Nie masz za co przecież to mi jedziesz chyba kibicować- mówi i całuje mnie w głowę.
W takich chwilach człowiek czuje,że żyję.
Wiem,że nasza miłość nie ma wieloletniego stażu, wiem,że jesteśmy młodzi ale to nie zmienia faktu,że się kochamy.

Czas pokaże, że nie każda miłość jest doskonała...

 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------ -------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie Kochane.
Przepraszam za takie spóźnienie, rozdział nie pojawił się w weekend, ponieważ byłam na wycieczce szkolnej i nie miałam zbyt wiele, wolnego czasu. W zasadzie nic się nie zmieniło w sprawie wolnego czasu, dlatego też dodaje rozdział bardzo niedopracowany. Wyszedł czarno-biały , dosłownie.Nie mam nawet czasu aby ogarnąć czcionkę. Wybaczcie. Na wsze blogi  wpadnę w najbliższym czasie, kiedy znajdę czas.

Buziaki :*

niedziela, 22 maja 2016

Rozdział 4

"Wspomnień czar:Kierunek Lillehammer"

 21 listopad 2012 
ANDREAS
 -Masz wszystko?- pyta moja mama po raz setny.
-Chyba tak.- mówię i dopinam ostatnią torbę. Musimy wyjechać około 11:00 żeby zdążyć na lotnisko Zjadłem szybko śniadanie i zbieram się do Lisy bo jest 9:30 i z pewnością jeszcze śpi.
-Mamo ja lecę do Lisy - oznajmiam, kiedy wychodzę z domu.
Odległość miedzy naszymi domami pokonuję w kilka minut. Pukam do drzwi, które otwiera mi Jakob.
-Siema.-mówię.
-Siema, wchodź- mówi i zaprasza mnie gestem ręki do środka- bo to coś zwane moją siostrą jeszcze śpi, właściwie to miałem po ciebie dzwonić bo ja się boje ją budzić, mama kazała mi ją obudzić o 9:00 ale zapomniałem i coś mi się wydaje,że siostrzyczka wpadnie w szał- powiedział wstawiając wodę na kawę. 
-Serio mam się bać?-zapytałem.
-No serio, to jest demon nie kobieta, ale wiesz może Ciebie potraktuje inaczej.- mówi posyłając mi pokrzepiający uśmiech- Czekaj, weź jej kawę, to może pomóc- podaje mi kubek z gorącą cieczą.
Cicho otwieram drzwi pokoju mojej dziewczyny. Lisa śpi jak zabita, w sumie wygląda tak pięknie kiedy śpi. Zamykam drzwi i podchodzę do niej po cichutku odstawiając kubek na półkę obok łóżka. Siadam po turecku przy łóżku i biorę do ręki małe piórko, które musiało wypaść z kołdry i delikatnie przejeżdżam nim po nosie szatynki, ta tylko marszczy nos i śpi dalej, ja nie zaprzestaje swoim torturą kiedy w końcu wybucham śmiechem, dziewczyna budzi się. Patrzy na mnie zdezorientowana i drapie się po nosie.
-Cześć księżniczko- mówię szeroko się do niej uśmiechając.
- Cześć, co ty tu robisz?-pyta
- No wiesz liczyłem na milsze powitanie- mówię udając obrażonego.
- Ojej nie fochaj się no chodź tu do mnie - mówi i ciągnie mnie za sznurek od bluzy, po czym składa pocałunek na moich ustach, który z chęcią oddaje.-Takie przeprosiny wystarczą?-pyta kiedy odrywa się od moich ust
-Powiedzmy,że tak- mówię i cmokam ją w usta.- Proszę bardzo kawa dla ciebie- mówię i podaje jej kubek z kawą.
-O dzięki- pije łyk-że przyniosłeś mi kawę, którą zrobił Jakob.- mówi 
-Skąd wiesz?- pytam na co daje mi kubek z kawą  żebym spróbował
-Ok to się poprawi, zrobię ci nową, a ty się szykuj, jest 10:00-mówię wychodzą z pokoju.
-Cholera jasna, co za dwa imbecyle- słyszę jak krzyczy z pokoju, pośpiesznie schodzę ze schodów i słyszę jak Lisa otwiera drzwi tylko po to aby zwyzywać nas od kretynów. Jakob miał rację.
-Mówiłem- powiedział - co ona kawy nie wypiła- pyta 
-Wiesz chyba przesłodziłeś- powiedziałem.
- Fakt słodziłem dwa razy, sorry mam nadzieję,że ci nic nie zrobiła przez to- mówi z przepraszającym wyrazem twarzy, 
-Przeżyłem- mówię i razem wybuchamy śmiechem.
- Słuchaj może zrób jej nową kawę, a ja pojadę wyjechać samochodem z garażu  i pojedziemy po Twoje rzeczy bo moja siostrzyczka to będzie potrzebować czasu. - mówi.
-Ok, zaraz wyjdę- Jakob sam się zaoferował,że zawiezie nas na lotnisko do Monachium bo nie ma nic ciekawego do roboty, obydwoje przystaliśmy na tą propozycję. Robię jeszcze Lisie dwie kanapki i zostawiam na stole z kawą i krótką informacją.
LISA
Po dwudziestu  minutach schodzę na dół , na stole jest kawa, wraz ze śniadaniem i karteczką, biorę do ręki karteczkę i czytam.
"Pojechaliśmy po moje rzeczy. Masz zjeść śniadanie inaczej nigdzie nie jedziesz :) 
Nie długo będziemy... A."
Czytając kartkę uśmiecham się sama do siebie, cóż za nietuzinkowy podpis A.
Siadam przy stolę i biorę łyk kawy, nie wiem jak on to zrobił ale tak kawa jest jakaś nadzwyczajna, taka pyszna. Zabieram się powoli do pałaszowania kanapek. Po chwili drzwi otwierają się i do domu wchodzą Andreas i Jakob. Oczywiście nawet mnie nie zauważają tylko pogrążeni w rozmownie kierują się do mojego pokoju po walizki, ciekawe kiedy się zorientują,że siedzę przy stole w kuchni.
-Lisa- woła Andreas
-Jestem w kuchni jakbyście nie zauważyli.- odpowiadam  i widzę jak schodzą z góry z moją walizką i torbą podręczną.Obydwoje obdarzają mnie uśmiechem i wychodzą do samochodu zanieść moje rzeczy.
Około jedenastej wyjeżdżamy z domu,a dwie godziny później jesteśmy na miejscu. Żegnamy się z moim bratem i wchodzimy do jakiegoś terminalu.
- Chodź pójdziemy coś zjeść bo ja już jestem głodny, a mamy jeszcze 30 minut do zbiórki więc mamy czas- proponuje Wellinger na co przystaje. Nie wiedzieliśmy co zjeść więc wybraliśmy pizzę, jak dobrze,że teraz wszystko jest na lotnisku. 
-Stresuje się- powiedziałam kiedy siedzieliśmy i oczekiwaliśmy przybycia kadry.
-Czym- zapytał Andi obejmując mnie ramieniem.
-No spotkaniem  z całą kadrą, oni w ogóle wiedzą,że ja jadę?-pytam zaniepokojona.
-Jasne,że tak i są bardzo z tego zadowoleni, jeszcze nie wiedzą,ze jesteś moją dziewczyną ale szybko się dowiedzą- mówi i ciągnie mnie za rękę.Troszkę pomyśleliśmy i walizki już wcześniej zanieśliśmy do jakiegoś specjalnego miejsca, gdzie bagaże miała oddać cała kadra, więc nie musieliśmy się z nimi użerać.
Z każdym krokiem byliśmy coraz to bliżej kadry Niemiec. Andreas trzymał dumnie moją dłoń , przystanął na chwilę i obdarzył moje usta pocałunkiem.
W końcu docieramy do zebranych w kółku osób, ubranych w pomarańczowe kurtki. Andreas wita się ze wszystkimi i położywszy swoją rękę na mojej tali przedstawia mnie kadrze.
-To jest Lisa, moja dziewczyna- mówi , szeroko się uśmiechając.
-Cześć- mówię nieśmiało 
-Hej- odpowiadają wszyscy chórem.Cała grupa wydaje się  być przesympatyczna. Andreas przedstawia mi poszczególne osoby z imienia i nazwiska. Szybko łapę kontakt ze wszystkimi. Trener wcale nie jest sztywniakiem jak mówiło wiele osób lecz jest bardzo miłym i otwartym człowiekiem.
Ponad dwugodzinny lot do Norwegi mija mi w mgnieniu oka, na wygłupach z Wellim i Wankiem.
W świetnych humorach dotarliśmy do hotelu w Lillehammer.

Już 15 minut siedzieliśmy w lobby hotelowym, jak się okazało nie ma dla nas pokoi. Atmosfera zrobiła się napięta, trener chodził i załatwiał, w końcu zjawił się w holu.
-Słuchajcie jest pokój na razie trzyosobowy. Lisa mam nadzieję, że wytrzymasz z tymi idiotami- mówi- Wank i Wellinger chwytać torby i idziecie za Lisą- oznajmił. W sumie pasowała mi taka sytuacja, bardzo się polubiliśmy z Wankiem.
Pokój był przestronny z jednym dużym dwuosobowym łóżkiem i jednym jednoosobowym.
Ja wraz z Wankiem rzuciliśmy się na duże łóżku, a Andi stał obrażony.
-Wank łóżka ci się przypadkiem nie pomyliły- zauważył.
-Nie sądzę- powiedział szczerząc się jak idiota  i wszyscy wybuchliśmy śmiechem, po licznych kłótniach starszy Andreas ustąpił miejsca młodszemu. Myślę, że weekend z nimi będzie szalony i niezapomniany. Mam też nadzieję,że Andiemu dobrze pójdzie w konkursie.
Kiedy cała afera z pokojami ucichła i każdy miał swój kąt było grubo po 22. Każdy był wykończony tą podróżą no może poza Wankiem, który był pełen energii.
 Jako iż byłam dziewczyną miałam ten zaszczyt i mogłam pójść się pierwsza wykąpać. Nie przemyślałam,że mogę być w pokoju z kimś innym niż tylko z Wellingerem dlatego do spania wzięłam krótkie spodenki i luźną bluzkę na ramiączkach. Wyszłam z łazienki i spotkałam się z prześwietlającym mnie wzrokiem Wanka, który cicho zagwizdał na mój widok.
-Wank nie dla psa kiełbasa- powiedziałam wchodząc pod kołdrę. Andi leżał na łóżku. Zerknęłam co też blondyn ogląda i padłam ze śmiechu bowiem z zaangażowaniem oglądał "Smerfy". Chciałam coś powiedzieć ale nie było mi dane.
-Ciiii, zaraz Gargamel porwie smerfy.-zaczęłam się cicho śmiać, na to co wyprawia mój chłopak. Po skończonym oglądaniu odłożył laptopa i poszedł się wykąpać.Starszy z Andreasów zaoferował się, że pójdzie przynieść wszystkim gorącą czekoladę, na zewnątrz było naprawdę zimno. Nie wiem jak ci skoczkowie wytrzymują w takich warunkach.
-Gdzie ten cymbał?-zapytał
-Poszedł po gorącą czekoladę- powiedziałam wystawiając głowę zza laptopa.Andreas był w samych spodenkach bez koszulki, lekko się uśmiechnęłam. Położył się koło mnie, przytulając się do mojego ramienia.
-Co robisz?-zapytał
-Z pewnością coś bardziej ciekawszego, niż oglądanie smerfów- odpowiedziałam odkładając laptopa na szafkę nocną. Odwróciłam się twarzą do Andiego i dałam mu całusa w usta. W tamtym momencie byłam szczęśliwa.
Nie wiedziałam,że takich momentów będzie coraz mniej.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Witajcie Kochane,
zjawiam się z nowym rozdziałem. Nie jest on jakiś genialny, więc tym bardziej liczę na Wasze komentarze.
Co do całości opowiadania, to właśnie takie ono na razie będzie. Fajnie, miło, przyjemnie. Około 9-10 rozdziału wrócimy do teraźniejszości. Wszystko zacznie się wyjaśniać w końcu dowiecie się co się stało. Czy Lisa w ogóle przeżyła ten wypadek?
...
Buziaki :*

niedziela, 15 maja 2016

Rozdział 3

"Wspomnień czar:Radosna nowina"

20 listopada 2012

 W ogóle nie mogę się dziś skupić na lekcjach, ponieważ Andreas jest na spotkaniu przed inauguracją Pucharu Świata. Na tym spotkaniu mają zapaść decyzję kto pojedzie. Andreas ma duże szanse ale pewności brak. Mam nadzieję,że mu się uda, właściwie to cała moja rodzina ma nadzieję,że dostanie powołanie. Moi rodzice i brat poznali Andreasa  pod koniec września, kiedy miał więcej czasu bo nie startował już w letniej rywalizacji. Przyjęli go bardzo ciepło i na szczęście nie zrobili mu przesłuchania. 

 W naszych relacjach się dużo nie zmieniło albo i dużo. Powiem szczerze,że nie raz przyłapuję się na tym,że ciągle o nim myślę choć powinnam skupić się na czymś innym. Najgorsze są wieczory, chcę iść spać, zamykam oczy i bum Wellinger pojawia się w moich myślach. Każde dotknięcie naszych dłoni albo ramion powoduje u mnie gęsiom skórkę. Działa na mnie nawet zapach jego perfum. 
Obawiam się jednego, że ja się w nim zakochałam, a on nic do mnie nie czuje.
Nie sądziłam,że Wellinger tak zakręci mi w głowie. 
Wysiadłam właśnie z autobusu i kieruję się do domu.
Moją podróż umila delikatne skrzypienie śniegu pod moimi nogami. Drzewa pokryte są niewielką ilością białego puchu. Przechodząc koło jednego z placów, przystaję na chwilę. Na podwórzu widzę rodzeństwo, może mają około pięć lat, beztrosko biegają po ośnieżonym podwórku. Niekiedy przystają aby ulepić śnieżkę. W mojej dalszej podróży próbuje sobie przypomnieć kiedy , to ja ostatni raz bawiłam się tak beztrosko. 
Niby zwykły powrót do domu, a jak wiele może nam uświadomić. Teraz już rozumiem słowa mamy kiedy mówiła,że nie fajnie jest być dorosłym. Jak jesteśmy mali nie mamy tyle zmartwień. 
Teraz jestem już w liceum, a moim obecnym zmartwieniem jest wciąż nieodbierający Andreas.

Wchodzę do domu z hukiem zamykając drzwi.
-Cholera jasna- klnę pod nosem kiedy po raz kolejny Wellinger nie odbiera- Mamo był ten imbecyl bo oczywiście nie raczy odebrać, czy on myśli,że ja mam nerwy ze stali. Przecież spotkanie z trenerem nie może trwać wieczność. Brak mi słów to tego osła, dzwonie do niego przez pół godziny- krzyczę na cały dom ściągając buty.
Nagle z kuchni wyłania się Andreas, załamany Andreas, czyli się nie udało.
-Andiś następnym razem się uda- mówię, podchodzę do niego i mocno go przytulam.Moje 165 centymetrów wzrostu przy jego 183 centymetrach wygląda dość komicznie lub jak uważa moja mama, słodko.  Chłopak mocno mnie obejmuje.
-Jeszcze raz nazwiesz mnie imbecylem lub osłem to mój debiut 24 listopada będziesz oglądać przed telewizorem.- mówi mi do ucha i zaczyna się śmiać.
-Jedziesz, ty kretynie, nie strasz mnie - w przypływie emocji wskakuje na Wellingera, nogi łączę za jego plecami i mocno się do niego przytulam.
- Twoja mina była bezcenna- mówi mi do ucha i cicho się śmieje.
-Nawet nie wiesz jak się ciesze.- mówię radośnie do chłopaka i całuje go w policzek- Ale moment, czy ja jadę z Tobą?- pytam 
- Przecież Ci obiecałem,że Cię zabiorę na zawody, Twoja mama już wie.- mówi radośnie, a ja co na? Otóż to. Całuje go w usta. O matko co ja robię?
 Nie muszę długo czekać, bo już po chwili blondyn odwzajemnia mój pocałunek.
 Nasz pierwszy pocałunek przeradza się w serię pocałunków, coraz to odważniejszych i namiętnych. Nie zwracam nawet uwagi na to, czy moi rodzice są w domu ,czy ich nie ma. Z pocałunku wyrywa mnie dźwięk przekręcanego klucza w zamku od drzwi wejściowych. W błyskawicznym tempie zeskakuje z Andreasa i staje na baczność, czekając aż ten ktoś,kto raczył mi przerwać najlepszy pocałunek w życiu, wejdzie do domu. W progu widzę brata.
- O cześć stary, jedziesz?- podchodzi i wita się z Andim uściskiem dłoni.
-Siema, jadę, oczywiście chciałem nastraszyć Lisę więc udawałem,że nie, jej mina była  bezcenna.- mówi i wraz z Jakobem wybucha śmiechem.
-Co pijecie,kawa, herbata czy sok?-pyta brat kierując się do kuchni.
-Kawa- mówie 
-Sok- mówi Wellinger i zatrzymuje mnie łapiąc moją dłoń,kiedy chcę iść do kuchni. - Pogadamy później- mówi i składa szybki pocałunek na moich ustach.
-Ok- odpowiadam z szerokim uśmiechem na ustach.Co prawda nie jestem pewna czy Andreas coś do mnie czuje, lecz wiem, że ten krótki pocałunek może dać mi nadzieję. 
W kuchni rozpoczynamy wesołą konwersację. Oczywiście śmiejemy się na cały dom ,ale tak to jest, kiedy spotka się razem trzech wariatów. Z tego co się dowiedziałam moja mama nie długo przed moim przybyciem ze szkoły, pojechała na zakupy, zostawiając Andreasa samego, który miał na mnie zaczekać, tak jak już wspominałam moja rodzina traktuje go jako pełnoprawnego członka rodziny. Gadaliśmy spokojnie kiedy mój brat nagle zaczął się zbierać.
- A ty gdzie?-zapytałam 
-Na spacer idę się przejść- oznajmia i myśli,że mu uwierzę.
-To jak ten spacer ma na imię- ja tak łatwo nie popuszczę.
-Julia- odpowiada i szybko wybiega z domu.
Wracam na miejsce i siadam koło Andreasa. Przez chwilę siedzimy i gapimy się na siebie nic nie mówiąc.
ANDREAS 
Siedzimy nic nie mówiąc. Ten pocałunek, który przerwał nam Jakob był taki magiczny. Zawsze powtarzałem najpierw skoki potem miłość. Tylko nie myślałem,że Lisa tak zawróci mi w głowie. Jest piękna nie tylko na zewnątrz ale i wewnątrz, zdążyłem ją poznać. Jest bardzo dobrą osobą, nawet nie zauważyłem kiedy zajęła całe moje myśli. Jeszcze tydzień temu mój przyjaciel Andi Wank mówił mi,że nieźle wpadłem, że jestem zakochany po uszy. Dziś sobie to uświadomiłem. Oczywiście nie mam pewności czy ona czuje do mnie to samo, ale gdyby do mnie nic nie czuła to przecież by mnie nie pocałowała.Dobra jesteś odważny Wellinger. Teraz albo nigdy. 
LISA  
-Zakochałem się- mówi blondyn przerywając ciszę. Patrzę na niego i delikatnie się uśmiecham kiedy chwyta moje dłonie w swoje. Przechodzi mnie przyjemny dreszcz. Chłopak delikatnie kciukami głaszcze moje dłonie.
-Zdradzę ci sekret ale nikomu nie możesz go zdradzić. Obiecujesz?-pytam.
-Obiecuje- mówi nadal trzymając nasze dłonie złączone razem.
- Też się zakochałam, można powiedzieć ze znasz go jak samego siebie- mówię i szeroko się do niego uśmiecham, co chłopak odwzajemnia. 
- Myślisz,że jak zapytam tą dziewczynę czy zostanie moją dziewczyną to się zgodzi ?- pyta.
-Myślę,że zapytać możesz - mówię szeptem 
-Ok- mówi i pyta- Zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak- mówię szeroko się do niego uśmiechając.Chłopak przytula mnie do siebie i całuje w policzek. 
- Chodź, musisz pomóc mi się spakować- mówię i ciągnę Wellingera na górę.
Moja zmartwienia odchodzą w kąt.  Teraz wiem, że Andreas odwzajemnia uczcia do mnie. Kamień spadł mi z serca. 
Oczywiście Andi bardzo mi się przydaje.Pakowanie przebiegło bardzo sprawnie, teraz leżymy na łóżku przytuleni do siebie. Andreas bawi się moimi włosami.
-Nie mówimy jeszcze rodzicom, pogadamy z nimi jak wrócimy- zaproponowałam.
- Miałem Ci to samo zaproponować.-mówi. Nagle drzwi z impetem otwierają się do mojego pokoju, a ja spadam z łóżka, zauważam,że to mój brat i wybucham śmiechem.Oni patrzą na mnie jak na debila,  a ja się śmieje sama z siebie. 
-Gołąbeczki mama woła na kolację- mówi.
-Skąd wiesz?-pytam
-No siostra ty myślisz,że ja głupi jestem. Widziałem was przez okienko w drzwiach, jak nie mogliście się od siebie oderwać.- mówi i się śmieje.
-Nic nie mów mamie.- mówię stanowczo.
-No wiesz nie powiem tylko dlatego,że lubię Andreasa, więc nie myśl,że robię to ze względu na ciebie- mówi,a ja rzucam w niego poduszką. Wychodzi,a ja krzyczę do niego krótkie-dzięki- może usłyszał.
Kolację jemy w miłej atmosferze, śmiejąc się i rozmawiając o nadchodzącym Pucharze Świata. Po kolacji pomagam mamie w sprzątaniu i wychodzę z Andreasem na dwór,żeby go odprowadzić do domu. 
-Wiesz, ze to ja powinienem cię odprowadzać do domu.
- Głupiutki jesteś serio myślisz,że cię odprowadzę pod dom- mówię kiedy stajemy za końcem ogrodzenia mojego domu- chciałam się z Tobą pożegnać, ale przy rodzicach byłoby ciężko- mówię i powoli zbliżam swoje usta do ust Wellingera. Mamy listopad więc nikt nas nie zobaczy,po 19:00 jest już ciemno. Zatracamy się w długim i namiętnym pocałunku. 
- Do jutra - mówię i szeroko się do niego uśmiecham 
-Pa. Tęsknie już- mówi, a ja zaczynam odchodzić
-Ja też. Pa.- mówię i znikam za ogrodzeniem.
Jestem szczęśliwa, teraz muszę się dowiedzieć co to za Julia. Szybko wbiegam do domu i udaje się do pokoju brata.
-To co to za Julia?-pytam, kiedy siadam na łóżku koło brata.
-Mieszka niedaleko nas, jest bardzo ładna i miła. Chodzi ze mną do klasy-  zaczęłam łączyć ze sobą pewne fakty.
-Jak się nazywa?
-A wiesz,że nie pytałem.-mówi, sam zaskoczony swoją głupotą.
-Długie blond włosy i duże niebieskie oczy?-pytam dla pewności.
-Tak, skąd wiesz?
-Siostra Wellingera.Macie moje błogosławieństwo, to świetna dziewczyna.-mówię. Wychodzę z pokoju Jakoba i kieruję się do swojej sypialni. Kładę się na łóżku i wybieram numer Andreasa. Odbiera niemal od razu.
-Mam ci coś ważnego do powiedzenia-mówię pierwsza- Julia kręci z Jakobem-słyszę śmiech po drugiej stronie.
-To samo chciałem Ci powiedzieć.
__________________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________________
Witajcie Kochane.
W końcu stało się. Lisa i Andreas razem.
Ich życie na początku będzie piękne i kolorowe... na początku.
Co będzie dalej dowiecie się niebawem.

W sprawach organizacyjnych.
Postanowiłam stworzyć zakładkę z adresami blogów, które czytam, bądź już przeczytałam.
Uważam, że jest dużo blogów na prawdę wartych przeczytania.
Nie wiem kiedy znajdę czas na stworzenie taj zakładki, ale postaram się jak najszybciej.

Jeśli chcecie być informowane zostawcie po sobie ślad.

Przepraszam za kolor czcionki, nic już nie poprawiałam, ponieważ chciałam jak najszybciej dodać ten rozdział.

Buziaki :*